Tu gdzie prowadzi ciekawość...

Skąd się to bierze?
Czasami przychodzi taki moment, gdy czujemy się sami z naszym problemem. Lecz co tak na prawdę nazywamy problemem. To, że piliśmy czy to, że już nie pijemy. To, że nasi rówieśnicy nazywają nas alkoholikami czy to, że to “nieaktualne”. Najgorszy jest w tym wszystkim fakt, że (jak zwykle) nikt nas nie rozumie, bo mało jest osób, które decydują się na krok u trzeźwości.

Sam i samotny…

Samotność nie wynika z faktu, iż jesteśmy sami – tylko w pojedynkę. Nikt oprócz nas (z najbliższego otoczenia) w zasadzie nie walczy i nie rozmyśla, czy pójść sobie na “piwko”. Rzadko kto ma takie dylematy lub po prostu toczy wojnę z samym sobą.

Wynika to w zasadzie z dwóch przyczyn. Albo ktoś walczy z nałogiem, albo z tym, aby być jak reszta. Ciężko jest stać w gronie celebrować np.: studniówkę, gdy każdy ma w ręku kieliszek szampana. Chociaż nie, gorzej, gdy wszyscy dookoła przemycili dodatkowe “procenty” i piją “spod stołu”. W takich chwilach ciężko jest się oprzeć samemu trunkowi lub samej atmosferze. “Ze mną się nie napijesz” pasuje tu jak ulał. Chodzi mi o kontrast pomiędzy tobą, a twoim gronem. Ten kontrast może przytłaczać, a już na pewno narasta w podświadomości odbierając całą radość z obecnej lub obecnych chwil.

Są jakieś triki?

Na pewno by się przydały, aczkolwiek żadnych nie znam. Jest to sytuacja uniwersalna i jest tyle sposobów, ilu ludzi, których to dotyka. Jedną z rzeczy, które można zrobić to pójść do kogoś po pomoc. Według mnie jest to elitarny, lecz możliwie brutalny w skutkach ruch.

Z jednej strony okazujemy wrażliwość i “odsłaniamy się” przed daną osobą – często kimś bliskim dla nas, a z drugiej, dzięki temu poznajemy, kto tak na prawdę jest po naszej stronie i jest naszym sprzymierzeńcem. Nie mówię tutaj o jakimś brutalnie szczerym żalu i wypłakiwaniu się w rękaw, wystarczy powiedzieć – “sorry stary, ja nie piję”. Wtedy już załącza się mechanizm, przy którym widać, jak zmieniają się poglądy w oczach naszego rozmówcy lub czy po prostu akceptuje nas i nie liczy się tylko dla niego/dla niej kompan do szklanki.

Oczywiści broń Boże nie zabraniam uzewnętrzniać uczuć. Jeżeli, ktoś potrzebuje pełnej otwartości i uzewnętrznienia się przy drugiej osobie – śmiało! Dobra osoba na pewno was wspomoże i chociażby wysłucha. Rzecz w tym, że nie potrzeba dużego wkładu emocjonalnego (jak pisałem wyżej), aby zweryfikować czy dana osoba jest godna naszego zaufania. Co ważne, niewłaściwa osoba może wykorzystać te informacje przeciwko wam co może chociażby, pogorszyć wasz stan emocjonalny.

Z drugiej strony samotny okres może być dobrą okazją na poznanie siebie. Odkrycie siebie na nowo, nadanie nowej definicji dla swojego “ja” czy odpowiedź na fundamentalne pytanie “kim jestem”. Wyobrażam sobie wasze miny w momencie czytania tych wypocin ze świadomością, że ostatnie co chcę robić w samotności – to siedzieć z samym sobą. W takim wypadku można zacząć poszerzać horyzont.

Mówię tutaj o szukaniu nowych ludzi. Znajomości bądź osób, które również borykają się z takim czy podobnym problemem. W ten sposób można pomóc sobie nawzajem i dowiedzieć się czegoś o innych, zgłębiając lub tworząc nową relację. Można też kompletnie odciąć się od swoich rozważań i pójść w grupę ludzi powiązaną z waszymi zainteresowaniami.

Nie musicie przegadywać tematu trzeźwości tylko po prostu spędzić czas razem. W każdym razie spędzić go “nie sam”.

 

Znaleźć odpowiednią osobę.

 

 

 

No responses yet

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *